|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Linki
Jarek & Ania - tu jeszcze sami (Zosia ur. 1 października 2006, Basia ur. 12 września 2009)
|
sobota, 26 maja 2012
Mototrbike
Wydaje sie Wam, ze na skuterze mozna przewiezc niewiele? Otoz mylicie sie! A Wietnamczycy to bardzo pomyslowi ludzie. Ponizej lista tylko kilku konstrukcji i pomyslow, ktore pelni wyobrazni tubylcy przewoza tu na skuterach - to, co opisuje ponizej widzielismy na wlasne oczy i widzimy na ulicach na co dzien: tafle lustra, ogromna, tak 3m na 2m, wstawiona miedzy kierowce a pasarzera stos worow z towarem, wyzszy niz kierowca na dobre 2m, szerszy po metrze z kazdej strony stog siana lodowke klatke z setka zywych kur paczki, pakunki, 30 skrzynek z piwem 15 metrowy drut zbrojeniowy, zawiniety wokol talii przewozacego dziecko dwojke dzieci z kierowca trojke dzieci z kierowca niemowlaka, siedzi, nawet jesli jeszcze nie siedzi
... u nas jak sie komus ma urodzic trzecie dziecko, kupuje Vana. Tutaj wystarczy troche wyobrazni jeden skuter - i ognia! I jeszcze kwestia kaskow - Wietnamczycy nie lubia kaskow, a nosic musza - przy czym dzieciom nie zakladaja wcale. Zeby nie zepsuc sobie wygladu, sprawe rozwiazali estetycznie. Kaski tutaj wygladaja jak czapeczki basebolowe - zrobione z cieniutikiej blaszki, bez podsciulki, z daszkiem. Zakladasz taki kask i policja sie nie czepia. A bezpieczenstwo? E tam. Takim drobiazgiem pozadny Wietnamczycy sie nie przejmuje!
piątek, 25 maja 2012
Nha Trang i Hoi An - miasto krawcow
Po MuiNe, lokalnym, nieco zapyzialym resorcie, dotarlismy do Nha Trang - wielkiego miasta, tetniacego zyciem, nowoczesnego, czystego - i pelnego radosci. Mielismy dosc upalu na ladzie, poplynelismy wycieczkowym statkiem na calodniowa wycieczke do kilku wysp. Ja po raz pierwszy odwazylam sie plywac w wodzie glebszej niz 1,5 metra - nie moglam sie oprzec, bo morze bylo szmaragdowe, przejzyste, cieple, ani barowi - ktory unosil sie bezposrednio na falach, podtrzymywany przez "kenlenra" (to nie zart - slodkie wino pite wsrod fal morza poludniowochonskiego - bezcenne!). Jarek spalil sobie plecy od wypatrywania raf koralowych i ryb, zwiedzailismy farme homarow, a potem doswiadczylismy na statku miedzynarodowego karaoke - wrazenia niezapomniane ;) Na caly dzien zamienilismy sie w turystow poszukujacych prostej rozrywki, a kolejna noc spedzilismy w nocnym "sleeping bus" - w ktorym o dziwo dalo sie spac. Przejechalismy w ten sposob kolejny kawal wybrzeza - 550 km (statki swiecace w nocy na wodzie jak zagubione dusze - wow!). Od rana jestesmy w Hoi An - miescie krawcow. Dziewczyny, tu jest raj!!! Oni uszyja dla Was na wymiar kazda sukienke, garsonke, plaszcz, nawet zrobia buty! W materialach, wykonczeniach mozna przebierac, czeka sie na odbior 1-2 dni, ewentualna poprawka i nowiutka rzecz jest TWOJA - przygotowana dokladnie dla Ciebie. Zaszalalam. Najpierw z wywalonym jezykiem biegalam i wybieralam kroje sukienek, obierzono mnie z kazdej strony, finalnie teraz pije Mango Sheka w hotelu i stukam na klawiaturze, a w glebi miasta powstaje dla mnie 5 sukienek i jedne buty na wysokich obcasach - wszystko na miare! Ok, powstaje 4, bo jedna sukienke dostarczono juz, buty beda na jutro, reszta odbior w niedziele ;)
wtorek, 22 maja 2012
Piekni europejczycy
W przewodniku napisali: "bialy turysto, gdy opuszczasz lotnisko po przylocie do Wietnamu, zdejmij z twarzy idiotyczny usmiech. Tu nikt nie bedzie uwazal, ze jestes przystojny". Juz pierwszego dnia przekonalismy sie, jak wiele w tych slowach jest prawdy! Wietanczycy sa jako nacja bardzo szczupli, dziewczyny zgrabne, grubych nie ma, wlosy maja geste, lsniace - wszystkie dziewczyny wygladaja jak panny z zurnala, a na prawde duza czesc facetow moglaby udawac manekiny na sklepowych wystawach - szczegolnie w Hanoi. Ludzie bardzo tu o siebie dbaja. Wszyscy, niezaleznie od plci i wieku! Biegaja, cwicza gromadnie te swoje wygibasy na skwerach, miasto wlacza im do tego rano i wieczorem muzyke! Ubieraja sie kolorowo i schludnie - bo tekstylia sa tanie. Na prawde milo nam nich popatrzec. A teraz turysta z Europy: blady, utyty, na ogol ryzawy, z brzuszkiem, dziewczyny sa wielkie - wygladaja przy miejscowych jak bezksztaltne gory, maja zaniedbane wlosy. Memento: ludzie z Europy musimy zaczac o siebie dbac, bo normalnie az mi za nas samych wstyd! Poniedzialek/ wtorek Hoi An - Morze Poludniowochinskie
Rajska plaza, palmy, rewelacyjne jedzenie, kokosy, mango, fale, surferzy, slonce - jestesmy w Hoi An, dotarlismy nad morze Morze Poludniowochinskie! Wczoraj po prostu chlonelismy klimat miejsca, dzisiaj po sniadaniu ư lokalnej knajpie (odlot za 4 zl!!!) wypozyczylismy skuter, zalozylismy kaski, ktore tutaj przypominaja czapeczki bejsbolowe - i ruszylismy do wydm, czerwonych i bialych. Troche potrwalo, zanim je znalezlismy - pewien smentarz mijalismy 5 razy, ale warto bylo - wydmy niczego sobie. Biale z grubsza jak Slowinski Park Narodowy, czerwone jeszcze piekniejsze - mniejsze, ale w zaskakujacym kolorze, idealne jako obiekt dla fotografa polujacego wlasne zdjecie jak "made by National Geographic". Jak przystalo na bialych podroznikow spragnionych slonca - przegielismy ze sloncem. Nasze blade twarze staly sie czerwone. Jutro bedziemy unikac slonca ;) Nie bedzie to trudne - ư Mui Ne zostajemy jutro do poludnia, potem wsiadamy w autobus - przed nami przejazd do NhaTrang, bedziemy tam ưieczorem. O ile MuiNe to spokojny rodzinny resort, o tyle w NhaTrang ma nas czekac hedonistyczne beach party - hhhhhhhmmmmmmmmm, jestem ciekawa, co to znaczy!
niedziela, 20 maja 2012
Dzien 3 - przelot do Sajgonu i przykra niespodzianka
W sobote przylecielismy samolotem z Hanoi do Sajgonu, z polnocy kraju prawie na samo poludnie. Pelni dobrych mysli i dobrych wrazen po Hanoi udalismy sie w miasto. I niestety, przezylismy szok. Zostalismy okradzeni! Pedzacy na skuterze huj wyrwal mi z reki aparat fotograficzny i z nim zwial! Stracilismy Sony Alfa z fajnym obiektywem, i wszystkie dotychczasowe Wietnamskie zdjecia! HHhhhhhhrrrrrrrrrr............ Humory nam siadly. Kolejny dzien, niedziele, rozpoczelismy od nadprogramowego pozbycia sie dwoch tysiecy zlotych. Teraz mamy nowy aparat. I duzo miejsca na zdjecia, na znow pustej karcie... Ok, ok, nie zalamalismy sie. A moze tamten aparat byl juz stary? Poza tym dzisiaj, oprocz zakupu nowego sprzetu, zwiedzilismy tetniace zyciem szalony Sạgon, w ktorym nowoczesne drapacze chmur przeplataja sie z waskimi zasmieconymi uliczkami starego miasta. Sprobowalismy cudownych samakow, innych niz na polnocy kraju, oraz wykonalismy kawal dobrej roboty na reszte Wietnamskiej wyprawy. W zarezerwowanym z Polski hotelu w HSMC, spotkalismy prawdziwa Wietnamska wariatke - i przypadkiem trafilismy na jena noc do innego hotelu - Hostelu dla backpackersow. I dobrze sie stalo! Z pomoca uroczego recepcjonisty szczegolowo zaplanowalismy przebieg dalszej trasy. Kupilismy bilety na open bus, ktory przez najblizsze niemal dwa tygodnie bedzie nas wiozl na polnoc kraju, zarezerwowalismy hotele. W ostatnich dwoch dniach, po ponownym powitaniu Hanoi, bedziemy zwiedzac Halong Bay - jeden z cudơ swiata, podobno straszna komercja, ale tak zapierajaca dech w piersiach, ze nie mozna odpuscic. I ciekawostka - z Sạgonu wieziemy list od milego recepsjonisty do jego ciezarnej siostry mieszkajacej w Hanoi - dotrze wraz z nami do adresatki pod koniec maja. Od jutra zegnajcie wielkie miasta! Witajcie rajskie plaze, zagubione miasteczka, pola ryzowe, parki narodowe! Juhu! Wietnamie, stracilismy aparat, ale i tak Cie kochamy!
sobota, 19 maja 2012
Hanoi - dzien 2 i 3 - ulice
Bedzie o jednej z najbardziej zaskakujacych kwestii w Wietnamie, z ktora musi poradzic sobie turysta. To bedzie lekcja o przechodzeniu przez ulice. Ulice w Wietnamie plyna. To nieustajaca rzeka motorowerow, samochodow, rowerow, przemieszczajacych sie bez ladu i skladu. Ruch prawostronny? Zapomnij. Znaki drogowe? Jedynie sugestia. Jazda pod prad to normalna sprawa. Swiatla, przejscia dla pieszych? Jakby nieistnialy. Ulica plynie nieprzerwanie, stajesz na brzegu tej rzeki i zastanawiasz sie, jak do cholery przejsc na druga strone?? Odpowiedz brzmi: Powoli! Sa trzy proste zasady, ktorymi nalezy sie kierowac. Zasada pierwsza: po prostu wejdz na ulice. Nie wazne, w ktorym zrobisz to momencie, i tak nie znajdziesz lepszego. Zasada nr 2: idz wolno, tak wolno, jak tylko zdolasz. Musisz przestac myslec, i za zadne skarby nie ulec pokusie by przebiec przezulice szybko i miec juz ja z glowy - bo w ten sposob po prostu zginiesz. Zasada nr 3, juz ostatnia: Pozwol im decydowac, z ktorej strony pedzaca fala Cie ominie. Omina Cie. O milimetry. Oni nie chca Cie zabic. Prawdopodobnie. W przewodniku napisali, ze pierwsze przejscie przez ulice robi najwieksze wrazenie. Nie jest to prawda. Przejscie przez ulice robi niezmienne wrazenie za kazdym razem. Ja musze zamknac oczy. Jarek bieze mnie za reke i idziemy. Chcecie sprobowac??
piątek, 18 maja 2012
Jestesmy ư Ưietnamie!
Od wczoraj jestesmy ư Wietnamie, pierwszy dzien spedzilismy ư Hanoi. Mieszkamy ư samym Centrum Old Quarter - tetniacego zyciem kolorowego i pachnacego. Jedzenie jest oszalamiajace - odwazylismy sie i od jemy ư lokalnych "barach" zlokaliziowanych na samẹ ulicy, jedyny klucz - jesc ư tych zatloczonych przez samych Wietnamczykow. Na naszej ulicy, zâ obok hotelu jest targ, na ktorym kupic mozna owoce, maty, kapelusze, przedziwne warzywa, surowe mieso, ale tez robaki male i duze, zaby - przewiazane chusteczkami zeby nie zwialy z mísek z ktorych sa sprzedawane, kraby, weze - wszystko do jedzenia. Mozna tu zjesc psa!! Na ulicach nie kreca sie dzikie psy i koty - wszystkie po prosytu wyzarli. Teraz jemy sniadanie ư hotelu - czeka na mnie zupa krabowa z makaronem ruzyowym - takze zmykam, ale napisze jeszcze, oj napisze!!!!
czwartek, 12 kwietnia 2012
czwartek, 05 kwietnia 2012
J/ W domu z dziećmi
No i siedzę dalej chory w domku. Nie lubię chorym być, ale kto lubi... Kiedy chodziłem do szkoły i udawało mi się zasymulować chorobę tak że zostawałem w domu ( co było ciężkim zadaniem dla syna lekarza) to było cudnie. Czułem się dobrze, a nie musiałem iść do szkoły, dom był dla mnie - w sensie że zostawałem sam (obecnie nie wiedzieć czemu rzecz nie do pomyślenia), mogłem oglądać telewizję, bwaić się i obijać. Dziś kiedy zostaje w domu to znaczy że jestem już na prawdę bardzo chory i nie mam siły wyjść :-( Jakoś to sie wszystko pozmieniało, może dlatego że jestem jakieś trzy, cztery razy starszy niż wtedy ;-) No a po drugie mam teraz towazystwo, nad którym muszę zapanować:
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Od codzienności
Trafilismy na ładny blog pięknej osoby. Gdy znów los rzuci nas w Karkonosze, poprosimy tę małą wrażliwą osóbkę... o nasze zdjęcia http://aifowy.blogspot.com/2012_02_01_archive.html
Moja ulubiona filiżanka. Kubańska kawa, spienione mleko, starta czekolada... spokojny weekend, ciepłe myśli. Nic z tego! To zdjęcie zostało zrobione tydzień temu, gdy jeszcze, mniej więcej, tak było. Zmieniło się wiele. A ja wciąż nie umiem pisać. Nie umiem mówić. Umarło? Napijmy się kawy. To powinno pomóc
J/ Cieknące nosy
I tak Jest jak to na wiosnę bywa. Na zwolnieniu w domu, z dziećmi. Ja chory, Zosia chora, Basia chora, Ania była zdrowa, ale też ją w końcu wzięło. I kaszlemy wszyscy, prychamy i nosy ciekną i głowy bolą. Dzieci znudzone, chodzą za mną i pytają: - A w w co się mamy bawić? - Pobawisz się w chowanego? No i ja bym się w tego chowanego z chęcią pobawił tj. schował się gdzieś przed nimi tak by mnie na pewno nie znalazły :-) i bym mógł tam się sycić swoim katarem... W mieszkaniu jest niesterylnie i tak chyba na razie zostanie.
piątek, 30 marca 2012
J/ Wiosenny spacero/grill
A więc zaczela się moja ulubiona pora roku. Wiem że to w zasadzie banalne tak lubic wiosne, ale jakoś niemogę się oprzeć tej zieleni, ciepłu, radości. Teraz jesteśmy chorzy, jak to na wiosnę - wszyscy. Zosia i Basia z teperaturą ja kaszlę i tylko Ania jakoś tak trochę lepiej choć też pokasłuje... Ale tydzień temu w łikęd :-) było cudnie, ciepło słonecznie i tak obiecująco... Wybraliśmy się na wiosenny spacer. W zasadzie troszkę nawet gromadnie:
Było sporo radości I co ważne u niezawodnych jak zwykle Asi i Wojtka był grill - nasz pierwszy w 2012 :-), choć pewne źródła doniosły mi iż Wojtkowi mrozy i sniegi nie przeszkodziły grilować też zimą ;-) Dziś pada, gardło boli i jest tak jakoś mniej cudnie, ale wiosna już przyszła i zostanie choćby nawt śnieg z deszczem...
wtorek, 27 marca 2012
Istambuł
No to wybrałem się na Weekend do Konstantynopola. Było ciepło i słonecznie. Bolały nogi od zwiedzania i choć nie zakochałem się w tym pełnym życia mieście, to fajnie było zobaczyć kawałek historii. Swoją drogą wnosząc po ty tylko mieście, jeśli polska jest częścią unii europejskiej to oni spokojnie też mogą.
niedziela, 08 stycznia 2012
Anioły
Zosia dostała w zerówkowym przedstawieniu rolę anioła. Tekstu nauczyła się szybko, podczas przedstawienia mówiła głośno i wyrażnie. Ku naszemu zdziwieniu teraz także Basia deklamuje Zosiowy wiersz, choć jej nikt go nie uczył - załapała jakoś przy okazji, po prostu słuchając ćwiczącej Zosi: Witamy na Świecie
W piątek 6 stycznia około godziny 14 urodził się Jerzy! Maluszku, witaj na tym najlepszym ze światów!!!
niedziela, 01 stycznia 2012
2012 odpalony
Nowy rok przywitaliśmy w domu, w towarzystwie szklanej Grażyny Torbickiej, rotawirusa (rzygał nawet kot) i chorych gardeł. Dodatkowo jeden kregosłup odmówił współpracy, a jedna trwała w rekonwalescencji po operacyjnych grzebaniach. Basia, lewa zupełnie, padła na ryku o dziewiętnastej, Zosia, która zaczęła chorować pierwsza i pierwsza skończyła - czuła się już lepiej i doczekała do północy w pełni sił. Obejrzała przez okno pokaz sztucznych ogni (barany strzelały tak, że mi Basię obudzili...), zachwycona wyszeptała "warto było czekać!" i 2012 rozpoczął się. Jaki był poprzedni rok? Całkiem niezły. Bohaterką roku jest ciocia Basia, niemal dziewięćdziesięcioletnia, silna i dzielna, która wkrótce po wypadku i operacji biodra, ku osłupieniu lekarzy, stanęła na nogi, potem odrzuciła balkonik, a potem odrzuciła kule. Nam kilka spraw nie wyszło (choćby Rzym...), ale wiekszość fajnych planów wypaliła. Nie było przełomowych wydarzeń ani katastrof, co już samo w sobie jest sukcesem. Na 2012 zaplanowaliśmy dużo zmian, kilka dalekich wypraw, czekają nas wyzwania urzędowe, romans z ekipami budowlanymi, i może w końcu wykiełkują zmiany służbowe. Będzie dużo się dziać, więc bądź proszę nowy roku dobry! A stary żegnalismy tak:
wtorek, 22 listopada 2011
Cytat
Cytat z Zosi: "Obejrzę juto śpiącą królewnę z płyty..... Gdy oczywiście pozwolisz Ojcze." ;-) No i jak mógłbym nie pozwolić;-)
piątek, 18 listopada 2011
Ruszyły Tajne Komplety
Zosia, Inga i Nikolas wczoraj pierwszy raz uczestniczyli w zorganizowanych przez nas zajęciach z etyki. Dyrektorka liceum, do którego chodziliśmy z Jarkiem i Patrycją, zgodziła się, by odbywały się w sali w liceum, kolorowej, przystosowanej do takich zajęć. Prowadzi je Pani Ania, która uczyła lata temu mnie. Ten pierwszy raz byliśmy razem z dziećmi, za tydzień zajęcia już takie prawdziwe, bez nieprzezroczystego uczestnictwa dorosłych. Dzieci trochę się wygłupiały, ale fajne rzeczy wyszły. Te nasze szkraby myślą jasno i przestrzennie, nie są jeszcze spaczone powtarzalnością doświadczeń. Wiedzą o świecie, o człowieku, zaskakująco dużo. Pani Ania prowadziła rozmowę delikatnie i umiejętnie, dzieci wyczuły, że są uważnie słuchane, i współpracowały. Rysowały swoje myśli, próbowały zadawać pytania kalafiorowi. Same doszły do wniosku, że nasze myślenie i wolna wola, są najważniejsze. Dooobrze. Nie będzie mi dziecku nikt wmawiał, że jest złe, a na ramieniu siedzi mu diabełek i szepce do uszka - jak Siostra Tobiasza na religii w przedszkolu, z której Zosia zaraz po tym haśle została wypisana.... Niech mają otwarte głowy. Niech myślą. A Nikolas... narysował skrzydła...
niedziela, 06 listopada 2011
|